Archiwa tagu: Piwoteka

Wywiad z Markiem Putą, laureatem Złotego Chmielu 2018

23. lutego 2019 roku miałem przyjemność wziąć udział w gali zorganizowanej przez Bractwo Piwne, podczas której została wręczona nagroda Złotego Chmielu 2018. Jest to najwyższe wyróżnienie przyznawane osobom szczególnie zasłużonym na polu promocji kultury piwnej w Polsce. Tegorocznym laureatem został Marek Puta – jeden z pionierów piwnej rewolucji w Polsce, właściciel Piwoteki (browaru kontraktowego, pubu, sklepu specjalistycznego), współorganizator wielu piwnych wydarzeń, piewca dobrego piwa, jeden ze współzałożycieli Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych.

Marka miałem okazję poznać już wcześniej. W zasadzie w dużej mierze to dzięki niemu mam dostęp do wszelkiego rodzaju piwnych wynalazków. Po ceremonii wręczenia odznaczenia udało mi się namówić go na wywiad. Na wywiad, którego się trochę obawiałem. Bo w dotychczasowym rozmowach Marek przedstawiał się w moich oczach jako człowiek bardzo konkretny, który w jednym zdaniu potrafi wyrazić całkowicie swoją opinię. Obawy na szczęście okazały się bezzasadne – nasza rozmowa trwała prawie godzinę, a Marek miał w zanadrzu sporo ciekawych historii. Czytając dowiecie się m.in. jaki wpływ na łódzką scenę piwną miała walka z dopalaczami, skąd pomysł na uwarzenie piwa ze śledziami, jaka jest kondycja polskiego kraftu oraz jakie są szanse na piwo kooperacyjne Piwoteka-O.S.T.R.

ZAPRASZAM DO LEKTURY

Dżonka Tomka [Piwoteka]

Piwoteka Dżonka Tomka

Od maleńkości Tomka ciągnęło ku przygodzie w wielkim świecie. Będąc chłopcem, co u i rusz uciekał rodzicom na sąsiednie place zabaw. W czasach szkolnych, w trakcie lekcji przeglądał mapy, a podczas przerw ćwiczył wiązanie węzłów i włażenie na drzewa. Kiedy jego znajomi szukali dla siebie kierunku studiów, on rozglądał się za łodzią, na którą mógłby się zaciągnąć. Takim oto sposobem Tomek został marynarzem.

Opłynął kulę morską wzdłuż i wszerz, widział każdy kontynent naszego świata. Prażył kark opływając równik i odmrażał tyłek na kole podbiegunowym. Widział zorze polarne, zdradliwe cieśniny i stwory morskie, jakich nie znały wszystkie mądre książki. Kąpał się z delfinami, pingwinami, a nawet rekinami. Kolejne lata wspaniałej tułaczki zaczęły jednak odciskać na nim swoje piętno. Doszedł do wniosku, że jest już właściwy czas, aby przestać odwiedzać portowe mewy i znaleźć sobie żonę.

Zawijając do wszystkich nadmorskich miast globu miał okazję podziwiać niezwykłą urodę kobiet, charakterystyczną dla poszczególnych regionów świata. Dzięki temu jak nikt inny miał pewność swojego wyboru. A ten padł na Tajlandię. Dodatkową zaletą był specyficzny klimat tego regionu. W głębi serca czuł, że jest to miejsce w którym mógłby zapuścić korzenie i założyć rodzinę. Kiedy tylko jego statek dopłynął do portu w Pattaya, po raz pierwszy od wielu lat ruszył wgłąb lądu. Czuł, że czeka tam na niego kolejna przygoda. Być może największa w jego życiu.

Poszukiwania trwały kilka dni. Rozglądał się, rozmawiał, czarował i dawał się oczarowywać. Były iskierki i płomyki, jednak to było za mało. Do czasu. Spotkał tą, przy której płonął nie tylko konar. Musiał jednak uszanować miejscową tradycję, okazać szacunek rodzicom i pokazać, że będzie w stanie zapewnić godziwy byt jej córce. Wpierw jednak musiał przełamać barierę językową. Kiedy wszedł do ich domu, zachował się jak należy. Wypił ze smakiem cały półmisek przygotowanej strawy. Była ona czymś bardzo nietypowym. Podana na zimno, była nieprzejrzysta, miała pomarańczowy kolor. Unosiła się na niej gęsta, niewysoka piana, która szybko zredukowała się do delikatnego kożucha zbudowanego z drobnych pęcherzyków. Pachniała kokosem, limonką i imbirem. Po pierwszym łyku Tomek poczuł na swoim języku orkiestrę – smak był kwaskowy, jednak przełamywany lekką słodyczą. Wyczuwał w nim to samo co w zapachu – kokosa, limonkę i imbir. W finiszu pojawiła się odrobina pikantności. Strawa była średnio wysycona i lekko wodnista. Całość jest świetnie zbalansowana i skomponowana – pomyślał. Kiedy wychylił ostatni łyk, podziękował gospodyni. I zwrócił się do ojca wybranki.

  • Chciałbym ożenić się z twoją córką.
  • Xarị?
  • Ja i twoja córka. Mąż i żona.
  • Xarị?
    Tomek postanowił użyć staropolskiej metody komunikacji z obcokrajowcami. Zaczął używać dłoni i mówić głośno i powoli po polsku. Wskazał na ukochaną, która właśnie stała na molo przy pięknej miejscowej łodzi.
  • CHCĘ ŻO-NA!
  • Dżo-na??
  • Nie Dżona, ja nie z tych… Żona. Żon-ka. ŻON-KA! – krzyknął pokazując na córkę rozmówy.
  • Aaaaaaa! Dżonka!
  • Tak, dżonka!
    Widząc zrozumienie w oczach przyszłego teścia, wyciągnął ze swojego tobołka banknoty i złoto i położył przed nim na stole. Teść widząc „zapłatę”, zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się, zgarnął wszystko ze stołu i pokazał uniesiony do góry kciuk. Tomek w myślach już układał przebieg ceremonii. Jednak, jak to w życiu bywa, bariera językowa zrobiła swoje. Gospodarz okazał się muzułmaninem, córka była jego trzecią z żon, a Tomek zapłacił za jego statek – dżonkę. Nasz bohater postanowił dać upust swoim emocjom, wskoczył na swoją nowo nabytą dżonkę i został znanym piratem Morza Południowochińskiego.

Na cześć powyższych wydarzeń, łódzka Piwoteka uwarzyła doskonałe piwo, które moja skromna osoba zakupiła w ich sklepie w cenie 8,60 zł za butelkę. Wypróbowawszy je w sierpniu, wróciłem po kolejne. I później kolejne. I mam nadzieję, że dane mi będzie jeszcze długo wspomnieniami wracać do historii Tomka i jego dżonki. Sam zakup był wyzwaniem jednego z moich followersów na Instagramie, za co jestem niezmiennie wdzięczny. Bo Dżonka Tomka to pierwsze piwo w moim życiu, które w mojej ocenie wyszło

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Festiwalowe 29 [Piwoteka]

Piwoteka Festiwalowe

Już w piątek w Łodzi rozpocznie się 29. Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier. Co, jak i gdzie możecie dowiedzieć się z programu imprezy. Czemu o tym wspominam, skoro zajmuję się piwem (choć komiksy towarzyszą mi od 26. lat)? Bo nasza łódzka Piwoteka uwarzyła piwo z okazji tej imprezy.

Jestem dziwny. Ponad 30 lat na karku, żona, dwójka dzieci. A w wolnych chwilach buduję etykiety z klocków i popijam fikuśne piwa. Nie jest więc dziwne, że żywiołowo reaguję na ciekawe nadruki na butelkach. Tak było z Festiwalowe 29, podręcznikowa miłość od pierwszego wejrzenia. Że to plakat samej imprezy? Któryś browar wsparł imprezę równie dobrym pomysłem? Nie słyszałem, więc mój zachwyt nie opada. A teraz o samym piwie. Czytaj dalej Festiwalowe 29 [Piwoteka]