Archiwa tagu: fruit beer

Poczwórny test piw z Lulu Craft Beer

Pod koniec maja zgłosił się do mnie browar Lulu Craft Beer z propozycją podesłania piw do recenzji. Swoim zwyczajem postawiłem jeden warunek – nie ma taryfy ulgowej. Nie było zastrzeżeń, w związku z czym na początku czerwca kurier dostarczył to, co prezentuję poniżej.

W środku przesyłki były solidnie opakowane cztery piwa, magnes na lodówkę będący jednocześnie otwieraczem do butelek oraz list. Elementem, który przykuwał uwagę najmocniej były etykiety. Na każdej pojawiały się kobiece twarze z motywami roślinnymi (w przypadku piw z owocowymi dodatkami – były to właśnie te owoce) oraz hologramy zwierząt. Projekty były bardzo estetyczne, przyciągały spojrzenie. Całość w moim odczuciu była jednak przedstawiona w sposób sugerujący, że produkt dedykowany jest piękniejszej części konsumentów. Tyle z wrażeń z tak zwanego unboxingu. Jak wypadła zawartość butelek?

Lulu American IPA

Na pierwszy ogień wziąłem American IPA, powody były dwa. Po pierwsze – owocowe dodatki mogą przykrywać niedoskonałości stylu bazowego, więc „czysty” styl jest w stanie dać mi lepsze rozeznanie w sytuacji. Po drugie, piwo było już po terminie. Nie mam problemu ze spróbowaniem takiego egzemplarza, jednak w tym stylu odbiera to jakość. Świeże piwo mogło być zupełnie inne niż to, które było mi dane spróbować. A teraz do rzeczy.
Szklankę wypełnił nieklarowny płyn o miedzianym kolorze. Powstała na nim niska biaława piana, która szybko zredukowała się do płaskiej plamy rozlanej po powierzchni. Zapach był subtelny, wyczuwalne były nuty cytrusowe i ziołowe. Wychwyciłem również akcenty herbatnikowe (nie, nie herbaciane). Żaden z aromatów nie miał dominującego charakteru. W smaku pojawiła wyraźna goryczka oraz mocna kontra słodowa. Tym razem pojawiły się nuty wiodące o charakterze ziołowo-herbacianym (nie, nie herbatnikowym). Cytrusy były raczej na granicy autosugestii. Niestety goryczka była łodygowata i zalegająca. Niskie wysycenie i pełna cielistość sprawiały, że piwo w odbiorze było ciężkawe i zapychające. Raz jeszcze zaznaczę – jako świeże może prezentować się inaczej. Na rynku mamy sporo pozycji warzonych w tym stylu, które prezentują się zdecydowanie lepiej.

Lulu Blackcurrant APA

Degustacja nr 2 upłynęła mi pod znakiem American Pale Ale z dodatkiem pulpy z czarnej porzeczki i laktozy. Owoce przyciemniły kolor, czyniąc nieprzejrzyste piwo ciemno miedzianym. Zdobiła je niewysoka piana, która szybko opadła do lekkiego kożucha. Zapach niestety był mało intensywny – na pierwszy plan wyszła czarna porzeczka, w tle pojawiały się delikatne nuty cytrusowe. W smaku pojawiła się pochodząca od owoców lekka kwaśność, czarna porzeczka zdominowała kubki smakowe. Nieco zalegająca, choć subtelna goryczka została zaznaczona. Gładkie w odbiorze, jednak mało wyraziste. Wysycenie niskie, ciało pełne.

Lulu Gooseberry APA

Drugie piwo owocowe, a trzecie z zestawu, to ponownie American Pale Ale, tym razem z dodatkiem agrestu, truskawek i laktozy. Nie ukrywam, że tego egzemplarza byłem ciekaw najbardziej – agrest jest raczej rzadkim dodatkiem do piwa. Kolor był zaskakująco jasny – szklankę wypełnił złoty i nieprzezroczysty płyn. Na jego powierzchni utworzyła się średniej wysokości piana, zbudowana drobnych pęcherzyków. Dosyć szybko opadła do puszystej powłoczki. Zapach o nisko-średniej intensywności, w nozdrzach pojawiły się agrest w towarzystwie białych owoców. Piwo gładkie i słodkawe, wyczuwalne truskawki, agrest wciąż zauważalny, jednak zszedł na dalszy plan. Goryczka natomiast niewyczuwalna – laktoza, owoce i słody zrobiły swoje. Na pewno nie odgadłbym stylu bazowego. Wysycenie niskie, ciało pełne. Całość trochę zbyt ciężka i zapychająca.

Lulu Raspberry APA

Jako ostanie piwo, na warsztat wziąłem wypust o smaku malin dorzuconych do American Pale Ale. Niemałym zaskoczeniem był kolor – szkło przybrało kolor pomarańczowej, nieprzejrzystej cieczy. Piana była niewysoka, szybko opadła do poszarpanego, płaskiego kożucha. Po raz pierwszy w aromacie pojawiła się intensywność – maliny całkowicie zdominowały profil. Podobnie było zresztą w smaku. Lekko kwaśny początek przeszedł w słodycz. Zabrakło natomiast goryczki. W gardle pozostał lekki posmak syropu malinowego. Wysycenie niskie, ciało pełne, całość dosyć gładka.

Krótko podsumowując – podesłane piwa wypadły dosyć przeciętnie. Żadne z nich nie podbiło mojego gardła, miałem już okazję wypróbować wiele piw zapewniających lepsze doznania. Nadal jest to jednak dwie półki wyżej od (przykładowo) serii Browaru Staropolskiego. Problemem może być to, że Lulu nie idzie w wyrazistość. Mam wrażenie, że boi się zaatakować smakiem. Zupełnie niepotrzebnie. W naszym małym piwnym świecie laury zdobywają piwa charakterne. Ale wiem, że między przeciętnym konsumentem Tyskacza a piwnym świrem jest cała masa odbiorców. Za co mogę pochwalić Lulu, to dystrybucja – ich piwa są dostępne nawet w marketach (Auchan, Tesco), więc możecie sprawdzić je organoleptycznie bez większego problemu.
Lulu – dziękuję za przesyłkę i gratuluję odwagi.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Malinowe [Wąsosz]

Wąsosz Malinowe

Piwo owocowe powinno być lekkie i gaszące pragnienie. Powinno być pijalne i sprawiać przyjemność. Powinno być remedium na upalne dni, które towarzyszą nam tego lata. Czasem więc po nie sięgam. I zazwyczaj zastanawiam się co poszło nie tak.

Tak też niestety było w przypadku Malinowe autorstwa Browaru Wąsosz. Jest niewiele owoców, które zgrywają się z lagerami równie dobrze jak maliny. Niech potwierdzeniem tej tezy będą chociażby syropy, które można dolewać do piwa w większości pubów w Polsce. Ciężko więc o bezpieczniejszy wybór jeżeli chodzi o dodatek. Tym słabiej to wygląda, gdy efekt końcowy nie spełnia oczekiwań. Czytaj dalej Malinowe [Wąsosz]

Tropic [Cornelius]

Cornelius Tropic

Tropikalny żar wlewa się od kilku dni przez okna do naszych domów. Na krótką chwilę przerwę w upałach stanowią nie mniej tropikalne deszcze. Czemu by więc nie wpuścić do swojej szklanki trochę soku z tropikalnych owoców wymieszanych z piwem?

Są różne metody uzyskania nut owocowych w piwie. Mogą one pochodzić od chmielu, od drożdży, od użytych owoców, od dodatków aromatycznych, od soków owocowych, a nawet od… zakażenia. Po dziś dzień wspominam przypadek z konkursu piw domowych, który był znakomitym cydrem. Problem polegał na tym, że startował w kategorii American Wheat i do jego uwarzenia nie użyto jabłek. Miał natomiast przeokrutne stężenie aldehydu octowego, objawiającego się w postaci smaku i aromatu zielonego jabłka. Czytaj dalej Tropic [Cornelius]

1664 Passion Citron Vert [Kronenbourg]

1664 Passion Citron Vert

 

A gdyby tak wrzucić granat do piwa? Albo jakiś inny owoc?

W procesie warzenia piwa można wykorzystywać również owoce. Zawarte w nich cukry będą dobrą pożywką dla drożdży. A soki i estry wypełnią efekt końcowy przyjemnym aromatem oraz ciekawym smakiem. Ich intensywność zależy od rodzaju użytych owoców oraz ich ilości. Sukces polega na uzyskaniu odpowiedniego balansu pomiędzy użytymi owocami, a piwem bazowym. Bo owoców można używać do warzenia różnych gatunków piwa. Dlatego niech Was nie zdziwi, gdy kupując przykładowo dwa różne piwa wiśniowe z jednej butelki nalejecie klarowny i bladoczerwony trunek, z drugiej natomiast płyn czarny jak kawa. Czytaj dalej 1664 Passion Citron Vert [Kronenbourg]