Archiwa tagu: Brokreacja

Potion #02 [Brokreacja]

Brokreacja Potion #02

Po utracie wiedźmaka Gerarda, drużyna śmiałków nie porzuciła zlecenia otrzymanego od piwowarów z wyszynku Brokreacja. Opanowali pożar w burdelu, wybili przeciwników i ruszyli przed siebie ku dalszej przygodzie. Tyle tylko, że szli już nieco ostrożniej.

Po drodze nie napotkali większych trudności. Owszem, zdarzały się przerośnięte szczury, pająki o czerwonych oczach czy czerwie wielkości dorodnego wieprza. Nie były to jednak kreatury, które mogły by oprzeć się ostrzu strzały czy zaklęciu wydostającemu się z magicznej laski. Prawdę powiedziawszy, podczas drogi przez podziemne korytarze wiało nudą i zbutwiałym powietrzem. Gdyby nie magiczne zioła, którymi częstował Ganjalf, poszukiwacze złodzieja piwa mogli by umrzeć z nudów. Wszystko zmieniło się, gdy w pewnym momencie poczuli czyste powietrze. To był prawdziwy powiew świeżości, zwiastujący coś więcej niż przechadzkę.

Początkowo nie mogli zlokalizować miejsca, z którego wiało. W pewnym momencie dostrzegli jednak, że płomień pochodni elfa lekko przechyla się w jednym kierunku. Logicznym więc było, aby udać się w kierunku przeciwnym. I rzeczywiście, po odgarnięciu korzeni odkryli stare i nierówne schody, prowadzące spiralą na górę, w głęboką ciemność. GolasLego sprawdził napięcie cięciwy, czarodziej natomiast upewnił się, że po drodze nie będzie przeszkadzać mu rąbek spód… szaty. Ganjalf nakazał ugasić pochodnię, jeżeli na szczycie czaił się wróg, lepiej było go wziąć od tyłu, z zaskoczenia. Prowadziła ich mała magiczna iskierka, oświetlająca drogę na tyle, by wiedzieć gdzie jest stopień a gdzie przepaść między schodami. Okazało się, że na szczycie było wejście na wieżę ruin zamku, leżącego za cmentarzem przylegającym do browaru. Kiedy znaleźli się za progiem, mag wysłał swoje magiczne oko, aby zbadało teren. Za drzwiami samotny mag medytował w blasku księżyca.
– Elfie, dobra nasza. Jest tam tylko jeden czarownik, niczego się nie spodziewa. Plan jest prosty – wypadamy jednocześnie. Ja rzucam śmiercionośnego spella, ty prujesz z łuku. Gotowy? Wchodzimy na trzy. TRZY CZTE…

GolasLego posłusznie ruszył po haśle „trzy”. Takiego obrotu sprawy nie spodziewał się sam autor planu. Zamiast osaczyć swoją ofiarę, elf potknął się o pelerynę czarodzieja. A zdezorientowany mag potknął się o upadającego elfa. Tymczasem czarnoksiężnik spokojnie powstał i gestem ręki przywołał swoją laskę. Zanim napastnicy zdążyli podnieść się z ziemi, przyzwał do pomocy wężona. Zaraz po tym wycelował swój oręż w Ganjalfa, krzycząc „Avada Krav Maga!”. Czarodziej w błęitnej todze zachował jedna czujność, i wstając z kolan odbił czar wypowiadając starogruziński czar „Srutu-tu-tu”. Żywioly wody i ognia zwarły się w morderczym uścisku. W tym samym czasie elf próbował napiąć łuk, aby ustrzelić szarżującego wężona. Nie zdołał wypuścić strzały, zdołał jednak zrobić unik, ratując swoje życie. Przecież nawet dziecko wie, że kopnięcie węża zabija trucizną w ciągu połowy mrugnięcia powieką. Sytuacja zrobiła się mocno skomplikowana.

Nacierając całą magiczną mocą, Ganjalf wysunął z kieszeni buteleczkę z napisem Potion #02 i rzucił ją w kierunku towarzysza. Elf złapał ją w locie. Zdążył jedynie zobaczyć napisy: „11%”, „27 zł” oraz „+7 do przetrwania kopnięcia węża”. Nie zastanawiając się ani chwili, wyrwał kapsel zębami i przechylił trzymaną wysoko nad głową flaszkę. Dalej wszystko potoczyło się niczym w zwolnionym tempie. Z butelki zaczęła płynąć delikatnie opalizująca ciecz o głęboko brązowej barwie. Kiedy zaczęła wypełniać usta GolasaLego, utworzyła się niska, beżowa piana, zbudowana z drobnych pęcherzy i krótkotrwała. Zanim płyn dopadł do kubków smakowych, elf poczuł słodki zapach, nasycony nutami kokosa, orzecha włoskiego, wanilii, czekolady, kawy i drewna. Jednocześnie aromat lekko drażnił delikatną wonią alkoholu. W chwili, gdy eliksir dotknął języka, łucznik poczuł słodki i gładki smak kawy i kokosa, wanilii, drewna i bourbonu oraz orzecha włoskiego. Po przepłynięciu całego gardła poczuł lekko czekoladową gorycz w posmaku i wtórujący jej alkohol. Jego oczy wypełniły łzy, mózg endorfiny, a duszę wiara w nieśmiertelność. Powietrze rozdarł jego krzyk:
– MAM TĘ MOOOOOOOOOOOOOOOOC!
Wiedział, że kopnięcie węża nie może go już otruć. Wyskoczył więc w powietrze, odrzucając na bok rękę z łukiem i strzałą. Chciał pokazać przeciwnikowi swoją mocną psychikę i wzmocniony układ odpornościowy. Wężon uderzył nogą prosto w pierś śmiałka. I rzeczywiście, elf oszukał truciznę. Nie oszukał jednak praw fizyki – siła odrzutu wyrzuciła go z wieży. Na placu boju pozostał sam mag, który musiał teraz pokonać dwóch przeciwników naraz.

Wężon nie analizował sytuacji, po prostu od razu ruszył na Ganjalfa. Po trzech szybkich krokach wyskoczył w powietrze z nogą wyciągniętą w kopnięciu. Ganjalf wolną ręką wytworzył niebieski portal przed lecącym wrogiem, pomarańczowy przed wrogim magiem. Wężogłowy przeciwnik wskoczył w portal, wyskakując jednocześnie z drugiego, uderzając z całym impetem w swojego pana. Głową wpadł przy tym prosto w ogień, który dotąd próbował sięgnąć Ganjalfa. Wężon przed dekapitacją zdołał jeszcze kopnąć czerwonego czarnoksiężnika. Nie zabił go jednak od ręki, użyta już kilkukrotnie trucizna nieco osłabła. Mag ognia upadł, jego ciało ogarnęły konwulsje. Ganjalf podszedł do niego, celując swoją laską między jego oczy. Uśmiechnął się krzywo i powiedział:
– Koniec chlania. Wraz z twoją śmiercią przestanie znikać piwo z browaru.
– Nie wiem… o czym mówisz… Ja pijam… tylko… czysty… spiritus sancti…
Życie opuściło bezimiennego maga. Ganjalf natomiast zdał sobie sprawę, że to nie koniec jego przygody, a jedynie jeden z wielu przystanków.

Tak, Potion #03 już czeka na swoją kolej.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Potion #01 [Brokreacja]

Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy i wypadł zza winkla za wcześnie. Życie jego pełne było bohaterskich czynów, nie sposób zliczyć ludzi i kobiet, którzy zawdzięczali mu życie. Jego pogoń za chwałą była godna eposów i pomników. Natomiast nie godna jego wielkości była akcja ratunkowa w tych nieszczęsnych katakumbach. A było to tak…

W Krakowie stał równie modny, co nieznany, Browar Brokreacja. Nieszczęściem piwowarów było to, że jego piwnice przylegały do pobliskiego cmentarza. Nocami często dało się słyszeć brzęczenie łańcuchów i podłe chichoty nieboskich stworzeń. Pal licho, że strach było tam zaglądać. Większym problemem były ubywające z piwnic trunki oraz znikające z sejfu złoto. Browarnicy nie mogli spokojnie czekać na swój własny koniec. Musieli znaleźć kogoś, kto będzie w stanie pokonać czyhające w ciemnościach zagrożenia. Mieli to szczęście, że do prowadzonego przez nich wyszynku zaglądały różne dziwne typy: hobbity, elfy, beergeeki i wszelkiego rodzaju inne hipsterstwo. Wywiesili więc ogłoszenie: ręka córki, której nie mamy, i darmowe beczki brzeczki dla tego, kto nasz problem rozwiąże. Czytaj dalej Potion #01 [Brokreacja]

The Gravedigger Bowmore BA [Brokreacja]

Brokreacja The Gravedigger Bowmore BA

Jonasz w dokumentach urzędowych w rubryce „Zawód” zawsze wpisywał „Grabarz”. Mimo to, ludzie mówili o nim „Kopidołek”. Sam swoją profesję, uprawianą od dziada pradziada, określał „Łapiduch”. Bo tylko Jonasz i jego krewni w linii prostej wiedzieli, że strzeże on portalu między światem żywych a martwych.

Cmentarz, na którym pracował i mieszkał, miał ciekawą lokalizację. Od strony wschodniej przylegała do niego ponad 200-letnia destylarnia. Od zachodniej natomiast browar z przylegającym do niego pubem. Jego dom mieścił się w zapomnianym grobowcu rodzinnym rodu Wędrowyczów, znajdującym się w centralnej części nekropolii, na niewysokim wzgórzu. Lokalizacja umożliwiała mu wnikliwą obserwację całej, otoczonej wysokim murem, okolicy. Było to pomocne w wypatrywaniu umarlaków śpieszących się do świata żywych. Jakim sposobem był w stanie ich dostrzec? Nie miał specjalnych talentów ani zdolności paranienomalnych. Rzecz sprowadzała się do… magicznej mikstury, którą przypadkiem odkrył jego prapraprapradziad, Panoramix. Czytaj dalej The Gravedigger Bowmore BA [Brokreacja]

Fuck the Boundaries [Brokreacja]

brokreacja fuck the boundaries

Znacie historię o brzydkim kaczątku? Naprawdę uwierzyliście, że wyrósł z niego piękny łabędź? To była bajka dla dzieci. W rzeczywistości z kaczątka wyrósł gąsior-zakapior. Miał gorzkie dzieciństwo, służył u cesarza Wilhelma II i wszędzie robił kwas.

Powstało o nim wiele historii, jednak są one zakopane w głębokich czeluściach nielegalnej części internetu. Podobno fragmenty można znaleźć na krawatkach. Szkoda, że załoga z Brokreacji zapomniała ich nakleić. Ale przynajmniej utrwalili postać cesarskiego pupila na etykiecie Fuck the BoundariesCzytaj dalej Fuck the Boundaries [Brokreacja]

The Lumberjack [Brokreacja]

Brokreacja The Lumberjack

– Ciemność! Widzę ciemność! Ciemność widzę!
Dla niektórych tak kończą się przygody z ostatnim piwem podczas dzikiej imprezy. A dla mnie tak zaczęła się przygoda z pierwszym piwem wczorajszego spokojnego wieczora.

The Lumberjack znalazłem na półkach w Auchan w cenie 8,09 zł. Etykiety autorstwa Brokreacji podobają mi się nie tylko ze względu na styl i estetykę – dają mi też pole do zabawy przy budowie z klocków. Nie mogłem więc przejść obok tego egzemplarza obojętnie. Ale przejdźmy teraz do rzeczonej ciemności. Czytaj dalej The Lumberjack [Brokreacja]