Katarzyna Wojczyszyn – V Łódzki Konkurs Piw Domowych, 22 kwietnia 2018 r.

W trakcie kwietniowego V Łódzkiego Konkursu Piw Domowych miałem okazję sprawdzić się w dwóch rolach. Pierwszego dnia, podczas eliminacji, byłem jurorem w jednej z dwóch ekip testujących American Wheat. Drugiego dnia, podczas konkursu głównego, byłem stewardem. Dzięki temu udało mi się podpatrzeć pracę sędziów i sprawdzić wiele różnych piw.

Pod koniec konkursu podszedłem do stolika oceniającego piwa zgłoszone w kategorii Gose z dodatkami. Trafiłem idealnie – była to jedyna burzliwa dyskusja tego dnia. W czteroosobowej grupie sędziowskiej była jedna kobieta. Ze stoickim spokojem wypunktowała oceniany trunek merytorycznymi argumentami, pod naciskiem których trzech panów zaczęło mieć wątpliwości. A swoim podsumowaniem wszelkie wątpliwości rozwiała: „Zgadzam się z wami, że jest to doskonałe piwo. Chętnie bym je piła sama dla siebie. Ale tu oceniamy w danym stylu. A pewne cechy tego piwa nie są zgodne ze stylem”. Udało mi się namówić ją na krótki wywiad. Katarzyna Wojczyszyn – nauczycielka o dosyć nietypowej pasji.

Z zawodu jesteś nauczycielką. A po godzinach jesteś sędzią Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych.

Między innymi, ale też dyrygentką, czynnym muzykiem. Piwo jest po prostu jedną z moich trzech największych pasji. Od lat mi towarzyszy. A skoro zdobywamy wiedzę na jakiś temat, coraz bardziej zagłębiamy się w to, odkrywamy że jesteśmy w tym coraz lepsi, to chcemy móc wskoczyć na następny poziom. Dla mnie właśnie takim poziomem było to, że zostałam sędzią i teraz oprócz domowych degustacji, mogę także oceniać piwa na konkursach.

Skoro sędziowanie jest jednym z Twoich wielu zainteresowań, jak znajdujesz na to czas? Praca nauczyciela pochłania mnóstwo czasu także poza godzinami pracy.

Przyznaję, że taki wyjazd na konkurs czy festiwal jest kwestią zacięcia, ponieważ muszę wybierać. A ja bardzo chcę jeździć, chcę spotykać się z ludźmi od których bardzo dużo się dowiaduję na temat piwa. Muszę wygospodarować sobie na to czas i założyć, że nie jestem w stanie pojechać na każdy festiwal piwa, na każdy konkurs. Ale jeżeli konkurs jest stosunkowo blisko mojego miejsca zamieszkania lub pobytu, to wręcz czuję się zobligowana aby na niego jechać. Bo nie po to się robi certyfikat, nie po to jest się w składzie sędziów, żeby tylko mieć papier. To jest dla mnie zobowiązanie. Skoro wzięłam udział w kursie, zdobyłam certyfikat, to trzeba się tą wiedzą podzielić i brać udział chociaż w tych konkursach,w których jest się w stanie. Na przykład spędzając urlop na Mazurach mogę wziąć udział w wydarzeniu organizowanym w tamtej okolicy, gdzie normalnie bym nie dojechała. To jest pasja. A jeśli mamy pasję w sobie, to znajdujemy na nią czas.

Masz to szczęście w życiu, że swoją pasję dzielisz ze swoim partnerem Piotrem, który również jest sędzią. Ocenialiście wspólnie piwa na dzisiejszym konkursie. Czy mieliście sprzeczki małżeńskie w zakresie oceny jakiegoś piwa?

My się bardzo często spieramy i nawet przeglądając filmy na vlogu Piotrka (Piotr Beerofeel) widać, że my się bardzo często nie zgadzamy. I to jest fajne, że jest jakaś kontra, że ktoś czasami musi ustąpić albo czasami trzeba znaleźć kompromis. To jest też duży walor edukacyjny. Natomiast to, że my jeździmy razem, to jest niesamowite i jest to ogromne ułatwienie, ponieważ wiem że czasami w związkach jest to problematyczne. Często pojawiają się zarzuty – najczęściej dotyczą partnera, bo nie jest to sfeminizowane środowisko – że ktoś wyjeżdża na cały weekend sam na jakiś festiwal czy konkurs. Ale uważam, że nie można z pasjami walczyć i każdy znajduje swoje miejsce, zainteresowania i powołania i druga strona musi to uszanować. My wygrywamy tym, że nasze pasje się pokrywają.

Oprócz oceniania piwa Piotr również je warzy. Poddaje je Twojej ocenie? I czy jesteś surowa stosunku do niego?

Bywam. Pamiętam pierwsze piwo Piotrka. Komentowałam je tak: „Piję je wyłącznie ze względu na moją ogromną miłość do Ciebie.” (śmiech) Piotrek warzy, ma swoje style w których się sprawdza. Są też style, w których odnaleźć się nie może. Ale cały czas próbuje. To dzięki niemu w tym roku sama zaczęłam warzyć piwo. I okazało się, że takie warzenie też może być formą wspólnego spędzania czasu. Warto podkreślić, że jeśli dwójka ludzi jest razem zainteresowana piwem, należy to wykorzystać. Na pewno jest łatwiej warzyć we dwójkę. Piwa oczywiście oceniamy, ale oceniamy  jako piwa domowe, które mają po prostu służyć do wypicia. Piotrek nie wysyła swoich piw na konkursy. To są piwa, które po pracy, przy posiłku, czy siadając ze znajomymi można otworzyć i wypić, mają nam one umilić czas. To nie są piwa degustacyjne, czyli takie, przy których będziemy siedzieć i bardzo mocno wnikać, wyszukiwać wad, ponieważ to są piwa codzienne. Myślę, że między innymi dlatego nie są one wysyłane na konkursy. Warząc je nie czuje presji konkursu, że ktoś będzie je oceniał. To ma być trunek, który towarzyszy nam na co dzień. Coś lekkiego, co umili wieczór lub popołudnie.

Jeżeli chodzi o piwa degustacyjne, czego ostatnio spróbowałaś, co szczególnie utkwiło Ci w pamięci?

Bardzo trudne pytanie, ponieważ ostatnio mam tak mało czasu, że bardzo długo nie miałam okazji kupić piwa z myślą o degustacji i usiąść przy nim na spokojnie. Natomiast pojawił się w naszym regionie nowy browar, Browar Psotnik, i staram się śledzić nowości z tego browaru. To są piwa, którym ostatnio poświęciłam największą ilość czasu. Wydaje mi się, że są konsekwentne i bardzo się cieszę, że w naszej okolicy coś się dzieje. Ostatnio powstał również Browar Wagabunda, czyli dużo się dzieje.

To jest ciekawa rzecz dla osób „z zewnątrz”, że można nie mieć czasu na wypicie piwa.

Czas to jedno, dochodzi do tego zmęczenie. Bo jeżeli jest się po 11-12 godzinach pracy, to ciężko jest usiąść do rzetelnej degustacji piwa. Wtedy raczej warto sięgnąć po piwo, które ma nam sprawić przyjemność. Obciążanie siebie profesjonalną oceną piwa w takim momencie jest niepotrzebne. Umówmy się – piwo przede wszystkim ma być trunkiem, który sprawia nam przyjemność. Ma nas orzeźwić albo przynieść jakieś ciekawe doznania smakowe i aromatyczne. Nie można podchodzić do każdego piwa na zasadzie „Piję i oceniam”. Od tego są konkursy, to tutaj mamy się na tym skupić. W życiu codziennym może to bardzo przeszkadzać. Jeśli siedzimy w czwórkę z przyjaciółmi, nie oceniajmy piwa. Piwo ma tylko towarzyszyć spotkaniu.

Jak oceniasz poziom dzisiejszego konkursu? Miałaś okazję sędziować zarówno eliminacje jak i konkurs główny.

Wczoraj przeprowadzając eliminacje w American Wheat, gdzie było bardzo dużo piw i musieliśmy robić to w dwóch składach sędziowskich, spotkaliśmy się z typową przypadłością piwowarów domowych. Zbyt duże użycie chmielu. Chmielenie jest bardzo modne, to się kojarzy z kraftem, z tymi nowymi trendami. Ale trzeba pamiętać, że nie każdy styl lubi przechmielenie. I myślę, że trzeba być świadomym tego, że chmielenie i podczas warzenia, ale też chmielenie na zimno, daje jakieś efekty uboczne. Czasami warto chmielu dodać mniej, żeby piwo bazowe było uwypuklone. I tego nam trochę zabrakło w American Wheat. Pojawiły się też wady związane z fermentacją. Myślę, że część piwowarów nie ma w sobie cierpliwości, żeby dać piwu dofermentować, odleżeć swoje. Wiadomo – jeśli robimy piwo w domu, czekamy na to, żeby szybko je otworzyć i wypić. Jesteśmy spragnieni efektów. To główny zarzut. Natomiast dzisiaj sędziowałam finały Gose z dodatkami i  wraz z innymi sędziami byliśmy zachwyceni. Poza jednym piwem, które wywołało małe kontrowersje, wszystkie były naprawdę smaczne, pijalne. Były orzeźwiające, bardzo ciekawe. Nasi koledzy z eliminacji spisali się rewelacyjnie. Dopuścili do finału tylko te piwa, które autentycznie były dobre, zgodne ze stylem i pozbawione wad. O czym świadczą praktycznie puste rubryczki po lewej stronie arkuszy.

A jeżeli chodzi o poziom organizacyjny – czy łodzianie stanęli na wysokości zadania?

Jest na pewno bardzo sympatycznie, czujemy że zadbano o nas jako sędziów. Nie musieliśmy się martwić o nocleg, o obiad po sędziowaniu. A wiadomo, że choć pijemy małe ilości piwa, jednak jest to obciążające i zjedzenie solidnego posiłku po sędziowaniu jest bardzo potrzebne. Spore kontrowersje wzbudziła godzina rozpoczęcia, ponieważ 8:30 jest godziną wczesną, szczególnie jeśli trzeba dojechać z daleka. Ale na szczęście mamy taką porę roku jaką mamy i jest już o tej godzinie jasno i ciepło, więc ten poziom percepcji nie jest tak niski jak byłby zimą. Ale zdecydowanie trzeba brać pod uwagę to, że jednak siadamy do alkoholu. Mimo że niskoprocentowego, to jednak alkoholu. Myślę, że dla piwowarów jest ważne, aby ta ocena była jak najbardziej rzetelna. A aby taka była, my musimy być wypoczęci, musimy mieć czas zjeść solidne śniadanie, przygotować się do sędziowania. Ale poza tą godziną, na pewno będę miło wspominała wizytę w Łodzi.

Jak zostać sędzią piwnym w Polsce? Co trzeba zrobić, aby znaleźć się na takim jak dzisiejszy konkursie piw domowych?

Oczywiście potrzebne jest słowo, które dzisiaj kilkukrotnie dzisiaj powtarzałam – pasja. Jeżeli nie zakładamy sobie, że musimy poświęcić na to konkretną ilość czasu, to należy o tym zapomnieć. Bo nie chodzi o to, żeby tylko zrobić certyfikat. Ponadto, żeby zostać sędzią, na pewno trzeba mieć pewne naturalne predyspozycje, stąd na początku egzaminu sędziowskiego pojawia się egzamin na tzw. daltonizm sensoryczny. Polega on na sprawdzeniu czy czujemy smaki i aromaty. Niestety, ktoś może mieć ogromną wiedzę o piwie, ogromne doświadczenie, ale jeśli nie ma odpowiednio wyostrzonych zmysłów, będzie mu to bardzo w pracy sędziego przeszkadzało i raczej sobie nie poradzi. Natomiast druga rzecz, to ciekawość – chcemy się dowiadywać wszystkiego o piwie, jak wygląda proces technologiczny różnych stylów. Świat piwa jest bardzo bogaty. Każdy konkurs, każde picie degustacyjne w domu obliguje nas do poznania historii danego stylu, tego jak powstaje, jak przez wieki był wytwarzany. Bo ten proces też się zmienia. Widać to na przykład po Gose. Było inaczej wytwarzane w wieku XVIII, a inaczej w wieku XIX. To też warto wiedzieć. Uwarunkowania biologiczne i pasja. Jeżeli spełniamy te dwa warunki, należy się zgłosić na egzamin. Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych co jakiś czas organizuje kurs sędziowski, który przygotowuje nas do tego, jak odnajdywać się w różnych stylach piwa, jak wypełniać arkusze i metryczki. Jest to bardzo istotne, aby umieć wypełnić taki arkusz, bo trzeba się odnaleźć w pewnych sformułowaniach. Muszą być to takie wypowiedzi, które odbiorcy – czyli piwowarowi domowemu – dadzą konkretne informacje na temat jego piwa. Dążymy do tego, aby mógł ulepszać kolejne warki w danym stylu. Przydaje się też dyscyplina pracy, bo jest to praca zespołowa – w eliminacjach pracuje się w zespole sędziowskim, który musi przedyskutować pewne piwa. Trzeba umieć pracować z ludźmi, bo wymaga to czasami kompromisu.

Kompromisu, ale też umiejętności walki o własne zdanie.

Nie zawsze walka o własne zdanie jest pożądana. Dzisiaj widziałeś naszą jedyną tak zażartą dyskusję, w której ja mocno broniłam swoich racji.

Ale jednocześnie nie zamykałaś się na argumentację kolegów.

Tak, oczywiście. Bo jeśli nawet strony się różnią, ale są w stanie to uargumentować, trzeba wziąć pod uwagę coś bardzo istotnego przy ocenie piwa – czynnik ludzki. Dlatego siedzimy przy stole w czwórkę, czasami w szóstkę, żeby nasze odczucia znalazły część wspólną. Żeby ten wynik był uśredniony, ponieważ ktoś, kto jest wyczulony na jeden aromat, może być otępiały na drugi. I po to robimy to wspólnie, a nie osobno – żeby ta ocena była mocno wycyzelowana, jak najbardziej sprawiedliwa. Zresztą warto zauważyć, że maszyny nie są w stanie zastąpić sędziów. Nasze zmysły ludzkie są dalej najczulsze i najsprawniejsze.

Czy biorąc pod uwagę poziom dzisiejszego konkursu, mogłabyś spakować wszystkie oceniane dzisiaj piwa w plecak i ruszyć w beztroską podróż na słoneczną polanę?

Tak, naprawdę tak. W finale Gose piwa były tak przyjemne, że żałuję że nie przywiozłam ze sobą skrzynki i że nie mogę ich wszystkich zabrać. Piwowarzy naprawdę spisali się na medal. Było dużo ciekawych piw. Przede wszystkim były smaczne. Wiadomo, że my opisujemy piwa różnymi frazesami, ale dla mnie słowa „smaczne”, „pijalne” – to jest najbardziej naturalna ocena piwa.

Dziękuję za rozmowę.