Szofer [Profesja]

Profesja Szofer

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią, dzisiejszego wieczoru chciałbym podzielić się swoją opinią na temat pierwszego z dwóch piw niskoalkoholowych z Browaru Profesja.

Przed właściwym opisem, chciałbym jednak wspomnieć o okolicznościach w jakich otrzymałem piwo. Jakiś czas temu prowadziłem na swoim profilu na Instagramie „bitwę browarów”. Ułożyłem drabinkę, w ramach której użytkownicy głosowali na swój ulubiony browar. W finale zmierzyli się Browar Trzech Kumpli i Browar Profesja. Drugi z browarów rozmawiał ze mną na bieżąco. Po zakończeniu zabawy otrzymałem propozycję, w ramach której dostałbym dwa piwa do recenzji. Podchodzę sceptycznie do kwestii „darmowego piwka dla blogera”. Może to rodzić pewne skojarzenia o tendencyjności oceny. I to właśnie napisałem w odpowiedzi na propozycję – cenię sobie niezależność i w swojej ocenie nie będę się kierował uprzejmością browaru w przesłaniu mi prezentu. I tutaj miało miejsce moje zaskoczenie – Profesja odpisała, że zależy im właśnie na wiarygodnej ocenie w ramach informacji zwrotnej z rynku. Szanuję, naprawdę. A sytuacja dla mnie raczej niestandardowa – aby opisać dotychczasowe piwa i zrobić do nich etykiety wydałem już… całkiem sporo kasy. Ale nie o tym ten wpis. Miał być feedback, będzie feedback.

Przede wszystkim – cenię sobie piwa bezalkoholowe. Jest to pewna nisza, która w dodatku rodzi raczej nieprzychylne skojarzenia. Zupełnie niepotrzebnie – w piwie można pokazać bardzo fajne walory, odcinając jednocześnie alkohol. Ucieszyłem się widząc, że Profesja uwarzyła Szofera w stylu witbier. Nie jest to powszechny kierunek – najłatwiej trafić lagery (w przypadku koncernów) i wszelkiego rodzaju „ipki” w przypadku browarów rzemieślniczych i regionalnych. Przyznam szczerze – był to pierwszy bezalkoholowy (piwa o zawartości do 0,5% określa się jako bezalkoholowe) witbier, jaki było mi dane spróbować. Aczkolwiek styl był mi bardzo dobrze znany. Jak było w testowanym przypadku?

Otóż w szkle zagościł nieklarowny płyn o pomarańczowej barwie. Utworzyła się na nim niewysoka, biała piana. Była dosyć luźnym zlepkiem małych i średnich pęcherzyków, który dosyć szybko zniknął. W przypadku witbierów jestem przyzwyczajony do większej objętości i trwałości. Ale to są „te detale”. Najważniejsze wciąż przed nami. Jeżeli chodzi o zapach, był dosyć subtelny, acz przyjemny – nozdrza były łechtane przez kolendrę i pomarańczę, a więc zgodnie z oczekiwaniami. W smak na pierwszym planie również zagościła kolendra i pomarańcza. Obok nich pojawiły się również grejpfrut i lekkie nuty cytryny i pomelo. W tle wyczuwalne były akcenty przyprawowe. Całość była dosyć słodkawa o delikatnie wytrawnym finiszu. Całość była wodnista (spokojnie, wbrew pozorom to nic złego), o bardzo niskim wysyceniu.

Czego mi zabrakło? Przede wszystkim większego wysycenia i wytrawności. Mimo to Szofer to interesująca propozycja dla np… kierowców. Jest przede wszystkim pijalny, będzie dobrym napojem na nadchodzące ciepłe dni. A to chyba najważniejszy wyznacznik. Poza tym prezentuje ciekawe cechy i jestem spokojny, że znajdzie sobie wierne grono fanów. A tym samym miejsce na rynku.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Ekstrawertyk [Golem]

Golem Ekstrawertyk

Wszyscy mamy takiego znajomego, który po piwie (lub sześciu) zatańczy na stole w pubie, powywija kazaczoka na dyskotece czy będzie śpiewał szanty na imprezie pełnej piwnych świrów. Świat potrzebuje ludzi, którzy potrafią uwolnić swoją pozytywną energię.

Ekstrawertycy nie potrzebują dodatkowych wzmacniaczy, ale nie oszukujmy się – piwo jest dobrym katalizatorem, napędzającym dobry humor jeszcze szybciej i efektywniej. Ale psychoanalizę zostawmy specjalistom. Lepiej od ludzkiej psychiki znam się na piwie (co nie czyni mnie również specjalistą 😉 ). Jak było w Ekstrawertyku? Zachęcił mnie chwyt marketingowy „oldschool”. Miałem nadzieję, że poczuję smaki i aromaty związane z początkami mojej przygody z piwami rzemieślniczymi. Niestety moje oczekiwania i zawartość butelki się rozminęły. Fakt faktem, nie było źle. Myślę, że prezentowana APA znajdzie swoje grono fanów. Ja do niego nie będę się zaliczał. Ale kto wie, może to kwestia punktu odniesienia – przed tym oldskulem wypiłem dziesiątki innych reprezentantów stylu. I problemem mogą okazać się moje wymogi, które wzrastając zatarły już wspomnienia pierwszych kroków w świecie kraftu.

Judgment Day [The Lost Abbey]

The Lost Abbey Judgment Day

Zachciało mi się sprawdzić co słychać w piwie za wielką wodą. Miałem pod ręką dwie butle brewed in USA. To była doskonała okazja, by na swoich profilach na Facebook’u i Instragramie zapytać czytelników co zdegustować w pierwszej kolejności.

Jak widać na załączonym obrazku, wygrało Judgment Day uwarzone przez browar The Lost Abbey. Sądu Ostatecznego nie było, armagedon nie nastąpił. Ale powiem szczerze, że jeżeli w życiu po życiu będzie można pić takie piwa, to warto żyć w cnocie, pokorze i z zawsze odprawioną pokutą. Gorzej jeśli okaże się, że będzie serwowane po drugiej stronie barykady. Jak to w życiu, nic nie wiadomo. Wiadomo natomiast, jeśli chodzi o prezentowane piwo – złożone, bogate, pijalne. I zdradliwe – kolejny przykład na dobrze ukryty alkohol przy dosyć wysokim „woltażu”. W skrócie – polecam, choć w tej cenie można kupić kilka równie dobrych piw. W szczegółach, zapraszam do metryczki z degustacji.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Wywiad z Markiem Putą, laureatem Złotego Chmielu 2018

23. lutego 2019 roku miałem przyjemność wziąć udział w gali zorganizowanej przez Bractwo Piwne, podczas której została wręczona nagroda Złotego Chmielu 2018. Jest to najwyższe wyróżnienie przyznawane osobom szczególnie zasłużonym na polu promocji kultury piwnej w Polsce. Tegorocznym laureatem został Marek Puta – jeden z pionierów piwnej rewolucji w Polsce, właściciel Piwoteki (browaru kontraktowego, pubu, sklepu specjalistycznego), współorganizator wielu piwnych wydarzeń, piewca dobrego piwa, jeden ze współzałożycieli Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych.

Marka miałem okazję poznać już wcześniej. W zasadzie w dużej mierze to dzięki niemu mam dostęp do wszelkiego rodzaju piwnych wynalazków. Po ceremonii wręczenia odznaczenia udało mi się namówić go na wywiad. Na wywiad, którego się trochę obawiałem. Bo w dotychczasowym rozmowach Marek przedstawiał się w moich oczach jako człowiek bardzo konkretny, który w jednym zdaniu potrafi wyrazić całkowicie swoją opinię. Obawy na szczęście okazały się bezzasadne – nasza rozmowa trwała prawie godzinę, a Marek miał w zanadrzu sporo ciekawych historii. Czytając dowiecie się m.in. jaki wpływ na łódzką scenę piwną miała walka z dopalaczami, skąd pomysł na uwarzenie piwa ze śledziami, jaka jest kondycja polskiego kraftu oraz jakie są szanse na piwo kooperacyjne Piwoteka-O.S.T.R.

ZAPRASZAM DO LEKTURY

Krasnolód Heaven Hill Bourbon Barrel Aged [Spółdzielczy & Profesja]

Spółdzielczy Krasnolód BBA

Jeżeli dwa browary rzemieślnicze biorą się za wspólne warzenie piwa – wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli jednym z nich jest Browar Spółdzielczy i zabiera się za wymrażanie – wiedz, że dzieje się dobrze. Jeżeli wymrożone piwo trafia do leżakowania w drewnianej beczce po whisky – wiedz, że musisz stanąć w kolejce w sklepie i po cichu liczyć, że będziesz jednym z nielicznych, którym będzie dane spróbować Sztosa.

Na początku był doppelbock, zwany bardziej po naszemu koźlakiem dubeltowym. Część warki została przeznaczona do wymrażania. Część natomiast trafiła bezpośrednio do butelek, które zostały przyodziane w elementy charakterystyczne dla Browaru Profesja. Podstawowa wersja dzisiejszego głównego bohatera otrzymała nazwę Nurek. Zakupiłem go w Piwotece za 8,50 zł. W środku ukryte było klarowne piwo o głęboko brązowej barwie. Patrząc na nie pod światło, można było dostrzec opalizowanie, pojawiały się rubinowe refleksy. Na górze pojawiła się średniej wysokości piana. Dosyć gęsta, delikatnie beżowa, opadła do delikatnego kożucha. W nos uderzył słodki i przyjemy zapach przypalonej skórki od chleba, rodzynek i fig. Całość była dosyć intensywna. Alkohol, mimo że piwo miało 8,9 wolt, był dobrze ukryty. Jeżeli chodzi o smak, był słodki i słodowy, gładki z bardzo lekką goryczką w finiszu. Odczuwalne były melanoidy: skórka od chleba, tost, rodzynki. Alkohol był lekko rozgrzewający. Wysycenie było na niskim poziomie, ciało pełne. Musze przyznać, że podstawka wyszła bardzo dobrze, co rozpalało wyobraźnię jeżeli chodzi o to, co działo się z częścią piwa, którą zajął się Browar Spółdzielczy. Czytaj dalej Krasnolód Heaven Hill Bourbon Barrel Aged [Spółdzielczy & Profesja]