MuodaFocka [Beer Bros]

BeerBros MuodaFocka

Dobry wieczór. Mam za sobą kilka dni przerwy w nadawaniu. Powód ten sam co ostatnio – przepisywałem wywiad. Jest już wysłany, czeka na autoryzację. W dzisiejszym wpisie napiszę słów kilka o piwie oraz o samym blogu. Doszedłem do wniosku, że czas zmienić nieco jego formułę.

Zaczniemy jednak od gwiazdy wieczoru, czyli piwa MuodaFocka. Uwielbiam gry słów. W mojej ocenie świadczą o kreatywności, inteligencji, oczytaniu i obyciu mówcy, tudzież pisarza. W przypadku prezentowanego dzieła Browaru Beer Bros, ta gra jest piękna – równie bystra i pomysłowa, co zadziorna i ordynarna. Dodatkowo ilekroć ją czytam, w głowie słyszę jak wymawia ją Samuel L. Jackson.

Kiedy dorzucimy do tego etykietę, otrzymujemy bardzo zmyślną kompozycję. Spełnia ona swoje zadanie – wzbudza zainteresowanie. Ja połknąłem przynętę i zakupiłem butelkę w Auchan za 8,99 zł. Po przelaniu zawartości do szklanki, wypełnił ją pomarańczowy i mętny płyn. Utworzyła się na nim niewysoka, gęsta piana, która dosyć szybko opadła do niskiego kręgu. Zapach był klasyczny – goździk, banan i pszenica, w dodatku dobrze zbalansowane. Smak jednak zdradził, że nie jest to standardowy „pszeniczniak”. Owszem, pojawił się banan i goździk. Pszenica gdzieś zniknęła. W ustach wyczuwalna była kwaskowość z zaakcentowaną goryczką. Pojawiły się akcenty cytrusowe, w postaci pomarańczy, mango i ananasa. Co ciekawe, podbiły one jednak kwaskowość. Wysycenie było na niskim poziomie, ciało było natomiast pełne i gładkie.

Muszę przyznać, że był to ciekawy i odważny eksperyment piwowarów. Jestem spokojny, że piwo znajdzie swoich fanów. Niestety, ja do nich nie będę należał. O ile całość nie był nudna, to jednak była… nieco męcząca. Mam za sobą RIS’y, które znikały ze szkła szybciej. Ale wyraźnie to zaznaczę – jest to kwestia moich subiektywnych odczuć. Warto dać szansę, by spróbować czegoś nowego i innego. Może odkryjecie w sobie żyłkę rasowego beergeek’a?

Na koniec słów kilka o blogu. Jeżeli ktoś śledzi moje poczynania w sieci, zapewne wie, że zaczynałem od konta na Instagramie. Dalsze działania były efektem kiełkujących ambicji podsycanych zachętami znajomych. Zakładając bloga myślałem przede wszystkim o publicystyce. Niestety, wpadłem w dziwne torowisko, w ramach którego wrzucałem po prostu mniej lub bardziej fikuśne recenzje piw.  Doszedłem jednak do wniosku, by zrealizować przyświecającą mi ideę. Od dziś na blogu będę publikował jedynie metryczki i zdjęcia piw w dziale Piwopedia. Będą się one również pojawiać na Instagramie i Fanpage’u. Na stronie głównej będę natomiast uprawiał pisanie artykułów, o czym również będę informował na wspomnianych wyżej kanałach. Myślę, że będzie to wartością dodaną zarówno dla mnie, jak i dla Was.

Chciałbym postawić sobie małą „gwiazdkę” przy powyższym akapicie. Jeżeli spróbuję wybitnego piwa lub będę miał jakiś odjechany pomysł na wpis – pozwolę sobie na wyjątek od deklaracji.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *