Czego o piwie możemy dowiedzieć się z etykiety?

Nie czarujmy się – głównym zadaniem etykiety jest przyciągnięcie naszej uwagi. Będzie kusić nas ciekawą kolorystyką, fajnym obrazkiem czy chwytliwą nazwą. A może nawet wszystkim naraz. Coś nas zainteresowało, dokonaliśmy wyboru, ściągnęliśmy piwo z półki. Można wrzucić je do koszyka i przetestować na własnym organizmie lub poświęcić dodatkowe 20 sekund na sprawdzenie deklaracji zawartości butelki.

Wymogiem prawnym jest, aby informacje od producenta nie wprowadzały konsumenta w błąd. Jest to zagrożone dosyć dotkliwymi karami finansowymi, więc możemy zakładać, że etykieta zawiera więcej science niż fiction. Poniżej przedstawię rozpiskę informacji, które możemy znaleźć na etykiecie. Ważne jest słowo „możemy” – nie każdy browar przedstawi nam kompleksowe dane na temat swojego dzieła (chociaż ustawowe minimum musi każdy). Jednak wiedząc czego szukamy, łatwiej będzie nam dokonać wstępnej oceny, jeszcze przed zakupem. Bo jeśli nie lubicie goryczki w piwie, możecie się przed nią uchronić. Nie lubicie ciemnych piw? Żaden problem. Wpada do was znajomy dziwak, który ma kręćka na punkcie piwa, a nie wiecie nawet w jakim szkle to serwować? I na to da się coś zaradzić. Pozwolę sobie pominąć takie oczywistości jak np. objętość netto. A teraz po kolei:

  • Styl piwa, czyli najcenniejsza z informacji, jednak najbardziej przydatna osobom, które o stylach piwa już coś wiedzą. Jasne pełne zna każdy (chociaż ja nadal zastanawiam się co to znaczy). Jednak nie jest to określenie stylu. Bardziej prawidłowy byłby pale lager (jasny lager) lub euro lager. Co to takiego? Każdy jeden Tyskiwec czy inny Tatrożubr. Podejrzewam, że większość z Was mniej więcej rozróżni style takie jak piwo pszeniczne, pils, porter bałtycki czy marcowe. Jednak hasła berliner weisse, wee heavy czy eisbock mogą budzić konsternację. Każdy styl ma pewne założenia, cechy charakterystyczne. Jeśli je znamy, zawartość butelki nie powinna okazać się wybuchową niespodzianką. Oczywiście pod warunkiem, że browar uwarzył piwo zgodnie z charakterystyką stylu. Wiecie czy będzie gorzkie, słone, kwaśne czy słodkie. Mocno chmielowe czy mocno słodowe. Owocowe, wędzone, czekoladowe czy stajenne (serio). Jeśli nie znacie stylu – możecie na szybko posiłkować się wiadomościami z Internetu, np. zakładką Style piw z sekcji Vademecum mojego bloga. Możecie także sprawdzić pozostałe informacje na etykiecie.
  • Objętość alkoholu, zwana mocą czy woltażem. Jest to informacja ile procentowo objętości zawartości butelki stanowi alkohol etylowy. Nie, nie w jakiej proporcji piwowarzy dolali spirytusu. Jak już ustaliliśmy w poprzednim artykule, piwo powstaje na skutek fermentacji alkoholowej brzeczki piwnej. Fermentacja alkoholowa wiąże się z powstawaniem alkoholu. To nie spirytus, nie piwowar – to po prostu drożdże. Wracając do cyferek na etykiecie – dają nam obraz tego czy i ile będziemy w stanie takiego piwa wypić. Szybciej (i chętniej) wypijemy cztery sesyjne IPA mające 4,2% niż 4 butelki barleywine mającego 12%. Zresztą, wyjdzie to nam również bardziej na zdrowie. Informacja jest o tyle przydatna, że dobry piwowar potrafi ukryć odczuwalność alkoholu nawet w bardzo mocnych piwach. Stwierdzone organoleptycznie, możecie mi zaufać.
  • Ekstrakt, czyli jeden z bardziej zagadkowych napisów. A rzecz jest całkiem prosta – chodzi o zawartość cukrów w brzeczce piwnej przed poddaniem jej procesowi fermentacji alkoholowej (zadaniu drożdży). Do czego może nam się przydać ta informacja? Wyższy ekstrakt początkowy przekłada się (co do zasady) na moc piwa oraz jego odbiór (pełnię). Niski ekstrakt to piwo lekkie, wodniste. Wysoki – piwo cięższe, mocniejsze i pełniejsze w odbiorze.
  • Skład – w tym przypadku jest dosyć ciekawie, bo prawo w przypadku piw o objętościowej zawartości alkoholu powyżej 1,2% nakazuje informować o składnikach powodujących alergię lub reakcję nietolerancji (ustawowe minimum). Kojarzycie hasło: „zawiera słód jęczmienny”? Jak na moje standardy to trochę za mało. W przypadku browarów rzemieślniczych w przytłaczającej większości przypadków wygląda to zupełnie inaczej i znalezienie pełnej listy wykorzystanych surowców nie stanowi wyzwania. Możemy dowiedzieć się jakich użyto słodów, chmieli i drożdży. Oraz ewentualnych dodatków. Jeżeli któryś chmiel przypadnie Wam szczególnie do gustu, może to być jedno z kryteriów wyboru. Jeżeli któryś składnik Wam się nie podoba – możecie spokojnie odstawić na półkę (dla przykładu – ja nie jestem fanem słodu wiedeńskiego). Warto przy tym pamiętać, że skład na etykietach podaje się w kolejności malejącej udziału w produkcie. Dodatkowo wszelkie alergeny muszą być wyraźnie oznaczone (zazwyczaj przez pogrubienie lub podkreślenie).
  • Data ważności – część powiązana ze stylem piwa. Oczywiście w przypadku zdecydowanej większości produktów, wolimy spożywać je możliwie jak najbardziej świeże. Można tą zasadę przyjąć również do piw, zwłaszcza mocno nachmielonych, lekkich lub niepasteryzowanych. Oczywiście nie znaczy to, że piwo na krótko przed terminem jest już niedobre. Jeśli było dobrze przechowywane, mogło nie stracić większości walorów. Trzeba mieć na uwadze, że ryzyko po prostu istnieje. Są jednak pewne style piwa, które z biegiem czasu zmieniają swój charakter i są dobre do spożycia na długo po upływie terminu ważności. Porter bałtycki, russian imperial stout czy belgian tripel to dobre przykłady. Nie wierzycie? Zakupcie kilka butelek, otwierajcie co pół roku i spisujcie wrażenia. A później porównajcie notatki. Pamiętajcie by butelki trzymać w pozycji pionowej, w ciemnym i chłodnym miejscu. Jeżeli chodzi o leżakowanie, piwo nie różni się od wina. Wbrew obiegowej teorii, nie każde wino zyskuje z czasem. Większość z nich zmienia się w nieprzyjemny ocet.
  • Poziom goryczki – cenna informacja, zarówno dla poszukiwaczy goryczy, jak i dla tych którzy chcą jej uniknąć. Możemy znaleźć różne wersje prezentacji, ma nawet własną skalę. Możemy znaleźć obrazki (np. 2 szyszki chmielu na pięć możliwych), opisy słowne (goryczka niska/średnia/wysoka) lub jednostki IBU (International Bittering Units). Zasada jest jedna – im większa wartość, tym poziom goryczki w piwie wyższy. Skąd taka rozbieżność w prezentacji? Zmierzenie jej poziomu jest kosztowne, a podanie nieprecyzyjnej/nieprawidłowej wartości naraża browar na karę finansową. Należy przy tym mieć na względzie jedną rzecz – liczy się również wspomniany wcześniej ekstrakt. Słód kontruje goryczkę. Oznacza to mniej więcej tyle, że ten sam poziom goryczki (np. 30 IBU) odczujemy mocniej w piwie o ekstrakcie 8% (np. czeski jasny lager) niż w piwie o ekstrakcie 20% (porter bałtycki). Pamiętajcie proszę, że goryczka też ma swoją jakość. Jeżeli jest długotrwała i męcząca, jest złej jakości. Jeżeli jest nawet bardzo silna, jednak krótkotrwała i przyjemna – piwowarzy dobrze wykonali swoją robotę.
  • Barwa piwa – prawda ludowa głosi, że piwa dzielimy na jasne i ciemne. Cóż, jakiś podział to jest. Ale jak sklasyfikujecie piwa czerwone? Lub w barwie ciemnego bursztynu? Albo o kolorze miedzianym lub zielonym? Piwo ma swoją skalę barw. Nawet dwie, bo za jedną odpowiada Europa (EBC), za drugą USA (SRM). W obu przypadkach im wyższa skala, tym ciemniejsze piwo. Pozostają też opisy słowne (np. piwo ciemne). Jest więc sygnał dla osób, które twierdzą że nie lubią ciemnego piwa. Ja śmiem twierdzić, że takie osoby nie miały okazji spróbować dobrego ciemnego piwa. Wiem co mówię – po roku ciężkiej walki udało mi się ostatnio namówić moją małżonkę na ciemne piwo w postaci Potion #02 z Brokreacji. Przyznała, że takie piwo może pić.
  • Polecane szkło – tak, szkło z którego spożywamy piwo ma znaczenie. O ile zwykły euro lager nie uwypukli swoich cech (bo ich nie ma) po przelaniu do szklanki, tak w przypadku innych stylów picie piwa z gwinta to policzek dla piwowara, mocne ograniczenie własnych doznań sensorycznych oraz zwykłe barbarzyństwo. O tym jakie są rodzaje szkła i jak je dobierać napiszę w przyszłości. W tym artykule skupiam się na etykiecie – a na niej spora część browarów rzemieślniczych zamieszcza szkło, w którym dane piwo należy serwować. Jest więcej niż prawdopodobne, iż nie macie w domu odpowiedniego szkła. Nie przejmujcie się, tylko przyjrzyjcie się kształtom i spróbujcie dopasować do tego coś z własnego barku. Kieliszki do wina czy koniaku, szklanki do whisky, nawet… słoiki. Jeśli spodoba się Wam zabawa, możecie nabyć szkła w marketach (ograniczony wybór) lub dobrze wyposażonych sklepach specjalistycznych (duży wybór).
  • Foodpairing – uwielbiam popijać smażoną rybę hefeweizenem,a tarta jabłkowa smakuje mi najlepiej w towarzystwie portera bałtyckiego. To efekt własnych eksperymentów. Nie zawsze trzeba jednak próbować na sobie samym, naprzeciw oczekiwaniom potrafią wyjść same browary. I tak oto można znaleźć piwa dobrze komponujące się np. z krewetkami, dziczyzną, plackami ziemniaczanymi czy tortem czekoladowym. Jeśli lubicie eksperymentować w kuchni, to może być dla Was początek nowej przygody.
  • Temperatura podania – cenna informacja, ponieważ piwo ma swoją optymalną temperaturę spożycia, w której możemy wyłapać to co w nim najlepsze. I nie jest to uniwersalna temperatura dla wszystkich piw. Za wysoka temperatura może zepsuć doznania. Zbyt niska temperatura zabije smak i aromat. Przy okazji odpowiedzcie sobie na pytanie czemu Leszek musi być zimny. Mimo wszystko – co do zasady – lepiej, aby piwo było odrobinę zbyt ciepłe niż zbyt zimne. W jakimś stopniu można polegać na ekstrakcie – im wyższy, tym cieplejsze piwo powinno się spożywać.
  • Informacje dodatkowe – te zależą już wyłącznie od wyobraźni samego browaru. Może on na etykiecie zamieścić historię stylu, co ma zachęcić do skosztowania i poniekąd zrozumienia zakupionego piwa. Na kontretykiecie mogą być opisane ciekawostki, związane np. z samym browarem lub wyjaśnieniem pomysłu na nazwę piwa. Kilkukrotnie zdarzyło mi się trafić na tabelę kaloryczną. Nie jest jednak ona dla mnie – w końcu szczęśliwi kalorii nie liczą. Mogą się też pojawić informacje dotyczące miejsca warzenia – browary kontraktowe warzą na sprzęcie stacjonarnych browarów rzemieślniczych lub regionalnych. Znajdzie się też kilka rzeczy, z którymi jeszcze się nie spotkałem, lub które umknęły z mojej pamięci.

Tak to wygląda w dosyć obszernym skrócie. Chciałbym zaznaczyć jedną, moim zdaniem ważną, rzecz. Wszystkie wymienione wyżej elementy mają istotny charakter informacyjny. Ale kryją w sobie również ogromny potencjał edukacyjny. Uwierzcie mi na słowo – jeżeli po raz kolejny sięgacie po piwo uwarzone w określonym stylu, odruchowo będziecie sięgać po odpowiednie szkło, będziecie wiedzieli z jakim wyprzedzeniem wyjąć butelkę z lodówki, a nawet którą wybrać pod konkretne danie. Dlatego mocno trzymam kciuki, aby browary podawały nam jak najwięcej informacji na etykietach. W trosce o nas oraz w imię krzewienia kultury piwnej, wciąż kulejącej w naszym kraju.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *