Archiwum kategorii: Sprawdzone piwo

Krasnolód Heaven Hill Bourbon Barrel Aged [Spółdzielczy & Profesja]

Spółdzielczy Krasnolód BBA

Jeżeli dwa browary rzemieślnicze biorą się za wspólne warzenie piwa – wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli jednym z nich jest Browar Spółdzielczy i zabiera się za wymrażanie – wiedz, że dzieje się dobrze. Jeżeli wymrożone piwo trafia do leżakowania w drewnianej beczce po whisky – wiedz, że musisz stanąć w kolejce w sklepie i po cichu liczyć, że będziesz jednym z nielicznych, którym będzie dane spróbować Sztosa.

Na początku był doppelbock, zwany bardziej po naszemu koźlakiem dubeltowym. Część warki została przeznaczona do wymrażania. Część natomiast trafiła bezpośrednio do butelek, które zostały przyodziane w elementy charakterystyczne dla Browaru Profesja. Podstawowa wersja dzisiejszego głównego bohatera otrzymała nazwę Nurek. Zakupiłem go w Piwotece za 8,50 zł. W środku ukryte było klarowne piwo o głęboko brązowej barwie. Patrząc na nie pod światło, można było dostrzec opalizowanie, pojawiały się rubinowe refleksy. Na górze pojawiła się średniej wysokości piana. Dosyć gęsta, delikatnie beżowa, opadła do delikatnego kożucha. W nos uderzył słodki i przyjemy zapach przypalonej skórki od chleba, rodzynek i fig. Całość była dosyć intensywna. Alkohol, mimo że piwo miało 8,9 wolt, był dobrze ukryty. Jeżeli chodzi o smak, był słodki i słodowy, gładki z bardzo lekką goryczką w finiszu. Odczuwalne były melanoidy: skórka od chleba, tost, rodzynki. Alkohol był lekko rozgrzewający. Wysycenie było na niskim poziomie, ciało pełne. Musze przyznać, że podstawka wyszła bardzo dobrze, co rozpalało wyobraźnię jeżeli chodzi o to, co działo się z częścią piwa, którą zajął się Browar Spółdzielczy. Czytaj dalej Krasnolód Heaven Hill Bourbon Barrel Aged [Spółdzielczy & Profesja]

Dżonka Tomka [Piwoteka]

Piwoteka Dżonka Tomka

Od maleńkości Tomka ciągnęło ku przygodzie w wielkim świecie. Będąc chłopcem, co u i rusz uciekał rodzicom na sąsiednie place zabaw. W czasach szkolnych, w trakcie lekcji przeglądał mapy, a podczas przerw ćwiczył wiązanie węzłów i włażenie na drzewa. Kiedy jego znajomi szukali dla siebie kierunku studiów, on rozglądał się za łodzią, na którą mógłby się zaciągnąć. Takim oto sposobem Tomek został marynarzem.

Opłynął kulę morską wzdłuż i wszerz, widział każdy kontynent naszego świata. Prażył kark opływając równik i odmrażał tyłek na kole podbiegunowym. Widział zorze polarne, zdradliwe cieśniny i stwory morskie, jakich nie znały wszystkie mądre książki. Kąpał się z delfinami, pingwinami, a nawet rekinami. Kolejne lata wspaniałej tułaczki zaczęły jednak odciskać na nim swoje piętno. Doszedł do wniosku, że jest już właściwy czas, aby przestać odwiedzać portowe mewy i znaleźć sobie żonę.

Zawijając do wszystkich nadmorskich miast globu miał okazję podziwiać niezwykłą urodę kobiet, charakterystyczną dla poszczególnych regionów świata. Dzięki temu jak nikt inny miał pewność swojego wyboru. A ten padł na Tajlandię. Dodatkową zaletą był specyficzny klimat tego regionu. W głębi serca czuł, że jest to miejsce w którym mógłby zapuścić korzenie i założyć rodzinę. Kiedy tylko jego statek dopłynął do portu w Pattaya, po raz pierwszy od wielu lat ruszył wgłąb lądu. Czuł, że czeka tam na niego kolejna przygoda. Być może największa w jego życiu.

Poszukiwania trwały kilka dni. Rozglądał się, rozmawiał, czarował i dawał się oczarowywać. Były iskierki i płomyki, jednak to było za mało. Do czasu. Spotkał tą, przy której płonął nie tylko konar. Musiał jednak uszanować miejscową tradycję, okazać szacunek rodzicom i pokazać, że będzie w stanie zapewnić godziwy byt jej córce. Wpierw jednak musiał przełamać barierę językową. Kiedy wszedł do ich domu, zachował się jak należy. Wypił ze smakiem cały półmisek przygotowanej strawy. Była ona czymś bardzo nietypowym. Podana na zimno, była nieprzejrzysta, miała pomarańczowy kolor. Unosiła się na niej gęsta, niewysoka piana, która szybko zredukowała się do delikatnego kożucha zbudowanego z drobnych pęcherzyków. Pachniała kokosem, limonką i imbirem. Po pierwszym łyku Tomek poczuł na swoim języku orkiestrę – smak był kwaskowy, jednak przełamywany lekką słodyczą. Wyczuwał w nim to samo co w zapachu – kokosa, limonkę i imbir. W finiszu pojawiła się odrobina pikantności. Strawa była średnio wysycona i lekko wodnista. Całość jest świetnie zbalansowana i skomponowana – pomyślał. Kiedy wychylił ostatni łyk, podziękował gospodyni. I zwrócił się do ojca wybranki.

  • Chciałbym ożenić się z twoją córką.
  • Xarị?
  • Ja i twoja córka. Mąż i żona.
  • Xarị?
    Tomek postanowił użyć staropolskiej metody komunikacji z obcokrajowcami. Zaczął używać dłoni i mówić głośno i powoli po polsku. Wskazał na ukochaną, która właśnie stała na molo przy pięknej miejscowej łodzi.
  • CHCĘ ŻO-NA!
  • Dżo-na??
  • Nie Dżona, ja nie z tych… Żona. Żon-ka. ŻON-KA! – krzyknął pokazując na córkę rozmówy.
  • Aaaaaaa! Dżonka!
  • Tak, dżonka!
    Widząc zrozumienie w oczach przyszłego teścia, wyciągnął ze swojego tobołka banknoty i złoto i położył przed nim na stole. Teść widząc „zapłatę”, zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się, zgarnął wszystko ze stołu i pokazał uniesiony do góry kciuk. Tomek w myślach już układał przebieg ceremonii. Jednak, jak to w życiu bywa, bariera językowa zrobiła swoje. Gospodarz okazał się muzułmaninem, córka była jego trzecią z żon, a Tomek zapłacił za jego statek – dżonkę. Nasz bohater postanowił dać upust swoim emocjom, wskoczył na swoją nowo nabytą dżonkę i został znanym piratem Morza Południowochińskiego.

Na cześć powyższych wydarzeń, łódzka Piwoteka uwarzyła doskonałe piwo, które moja skromna osoba zakupiła w ich sklepie w cenie 8,60 zł za butelkę. Wypróbowawszy je w sierpniu, wróciłem po kolejne. I później kolejne. I mam nadzieję, że dane mi będzie jeszcze długo wspomnieniami wracać do historii Tomka i jego dżonki. Sam zakup był wyzwaniem jednego z moich followersów na Instagramie, za co jestem niezmiennie wdzięczny. Bo Dżonka Tomka to pierwsze piwo w moim życiu, które w mojej ocenie wyszło

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

MuodaFocka [Beer Bros]

BeerBros MuodaFocka

Dobry wieczór. Mam za sobą kilka dni przerwy w nadawaniu. Powód ten sam co ostatnio – przepisywałem wywiad. Jest już wysłany, czeka na autoryzację. W dzisiejszym wpisie napiszę słów kilka o piwie oraz o samym blogu. Doszedłem do wniosku, że czas zmienić nieco jego formułę.

Zaczniemy jednak od gwiazdy wieczoru, czyli piwa MuodaFocka. Uwielbiam gry słów. W mojej ocenie świadczą o kreatywności, inteligencji, oczytaniu i obyciu mówcy, tudzież pisarza. W przypadku prezentowanego dzieła Browaru Beer Bros, ta gra jest piękna – równie bystra i pomysłowa, co zadziorna i ordynarna. Dodatkowo ilekroć ją czytam, w głowie słyszę jak wymawia ją Samuel L. Jackson. Czytaj dalej MuodaFocka [Beer Bros]

Tępa Dzida [Dziki Wschód]

Dziki Wschód Tępa Dzida

Howgh blade twarze! Dziś opowiem Wam historię młodego Indianina żyjącego na bardzo Dalekim Wschodzie, czyli gdzieś w Lublinie. Jego legenda zapisana jest pismem paciorkowym na brodach miejscowych piwowarów. A że było mi dane raczyć się ich dziełami w Łodzi, podczas lipcowego Street Beer Festiwalu, miałem okazję ją przeczytać i dziś mogę ją powtórzyć. A było to tak…

W plemieniu Czarnych Stóp na świat przyszedł chłopiec, który mimo szczerych chęci, zawsze osiągał efekt odwrotny od zamierzonego. Każdy wiedział, że ma on czyste serce i intencje, jednakże każdy unikał jego, a tym bardziej jego pomocy. Bo kiedy chciał pomóc rodzicom ogrzać tipi podczas mroźnej zimy, spalił je, rozpalając wewnątrz wielkie ognisko. Kiedy chciał dodać odwagi koledze, który bał się skoczyć z urwiska do wody, wypchnął go wprost na skały. Kiedy rodzice wysłali go, by wydoił krowy, ten rozjuszył byka, próbując napełnić wiadro jego mlekiem. A to tylko wierzchołek pradawnej góry. Czytaj dalej Tępa Dzida [Dziki Wschód]

Harder [Kingpin]

Kingpin Harder

Dziś zacznę od zapowiedzi. 13 października w łódzkiej Piwotece miało miejsce kranoprzejęcie Browaru Kingpin. Udało mi się wówczas przeprowadzić wywiad z jego właścicielem, Markiem Kamińskim. I właśnie naszą rozmowę opublikuję jutro. Teraz natomiast napiszę kilka słów o  Rokim „Harder” Boczkoa.

Roki od dziecka nie zdradzał szczególnych talentów. Literki i szlaczki ogarnął nieco później od rówieśników. Nie był też szybki ani skoczny. Cichy, wycofany, odrobinę melancholijny. Przedszkolanki zapamiętały go jedynie dzięki temu, że zmieścił całego resoraka do lewego nozdrza. Jego niezwykły dar ujawniła dopiero szkoła podstawowa. Literki i cyferki nadal ogarniał gorzej od innych. Ale dzięki temu udało mu się skutecznie wzbudzić agresję nauczyciela starej daty, którego uczono łamać opory uczniowskie jeszcze w poprzednim ustroju. I to w jego najmroczniejszej części. Czytaj dalej Harder [Kingpin]