Miesięczne archiwum: Kwiecień 2019

Pilot [Profesja]

Profesja Pilot

Niskoalkoholowa Profesja – odsłona druga i na ten moment ostatnia. A szkoda, bo ten American Pale Ale o zawartości alkoholu na poziomie 1% wyjątkowo przypadł mi do gustu.

Jak wspomniałem wczoraj przy okazji opisu Szofera, z kilkoma odmianami niskoalkoholowych IPA miałem już przyjemność. Większą lub mniejszą, ale jednak – przyjemność. Dzięki temu miałem nieco lepszy punkt odniesienia – nie tylko wytyczne stylu bazowego, ale również porównanie z tym, co udało się uwarzyć innym. Niemniej Pilota otwierałem z ciekawością.

Z butelki do szklanki przelewał się płyn o barwie między słomkową a delikatnie złotą. Na jego wierzchu utworzyła się niewysoka piana, zbudowana ze średniej wielkości pęcherzyków. Szybko zredukowała się do delikatnego kożucha, jednocześnie dosyć obficie oblepiając ścianki nonic’a. Ze środka wydobywał się zapach o średniej intensywności, nabity nutami herbaciano-kwiatowymi. W tle udało mi się wychwycić również subtelne nuty cytrusowe. Smak zgrywał się z tym, co udało mi się wychwycić nosem – pierwsze skrzypce grały herbata i kwiaty, w tle delikatnie wyłaniały się akcenty grejpfrutowe. Początek był lekko słodowy, finisz natomiast lekko wytrawny. Pojawiła się wyraźna i krótkotrwała goryczka. Całość gładka, przyjemna i bardzo orzeźwiająca.

Moim ulubionym piwem niskoalkoholowym był dotychczas Miłosław Bezalkoholowe IPA. Od teraz obok niego mogę śmiało wymieniać Pilota. Po oba będę sięgał nie tylko wtedy, kiedy będę musiał unikać alkoholu. Bo w piwie chodzi o smak, a tutaj tego nie brakuje.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk

Szofer [Profesja]

Profesja Szofer

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią, dzisiejszego wieczoru chciałbym podzielić się swoją opinią na temat pierwszego z dwóch piw niskoalkoholowych z Browaru Profesja.

Przed właściwym opisem, chciałbym jednak wspomnieć o okolicznościach w jakich otrzymałem piwo. Jakiś czas temu prowadziłem na swoim profilu na Instagramie „bitwę browarów”. Ułożyłem drabinkę, w ramach której użytkownicy głosowali na swój ulubiony browar. W finale zmierzyli się Browar Trzech Kumpli i Browar Profesja. Drugi z browarów rozmawiał ze mną na bieżąco. Po zakończeniu zabawy otrzymałem propozycję, w ramach której dostałbym dwa piwa do recenzji. Podchodzę sceptycznie do kwestii „darmowego piwka dla blogera”. Może to rodzić pewne skojarzenia o tendencyjności oceny. I to właśnie napisałem w odpowiedzi na propozycję – cenię sobie niezależność i w swojej ocenie nie będę się kierował uprzejmością browaru w przesłaniu mi prezentu. I tutaj miało miejsce moje zaskoczenie – Profesja odpisała, że zależy im właśnie na wiarygodnej ocenie w ramach informacji zwrotnej z rynku. Szanuję, naprawdę. A sytuacja dla mnie raczej niestandardowa – aby opisać dotychczasowe piwa i zrobić do nich etykiety wydałem już… całkiem sporo kasy. Ale nie o tym ten wpis. Miał być feedback, będzie feedback.

Przede wszystkim – cenię sobie piwa bezalkoholowe. Jest to pewna nisza, która w dodatku rodzi raczej nieprzychylne skojarzenia. Zupełnie niepotrzebnie – w piwie można pokazać bardzo fajne walory, odcinając jednocześnie alkohol. Ucieszyłem się widząc, że Profesja uwarzyła Szofera w stylu witbier. Nie jest to powszechny kierunek – najłatwiej trafić lagery (w przypadku koncernów) i wszelkiego rodzaju „ipki” w przypadku browarów rzemieślniczych i regionalnych. Przyznam szczerze – był to pierwszy bezalkoholowy (piwa o zawartości do 0,5% określa się jako bezalkoholowe) witbier, jaki było mi dane spróbować. Aczkolwiek styl był mi bardzo dobrze znany. Jak było w testowanym przypadku?

Otóż w szkle zagościł nieklarowny płyn o pomarańczowej barwie. Utworzyła się na nim niewysoka, biała piana. Była dosyć luźnym zlepkiem małych i średnich pęcherzyków, który dosyć szybko zniknął. W przypadku witbierów jestem przyzwyczajony do większej objętości i trwałości. Ale to są „te detale”. Najważniejsze wciąż przed nami. Jeżeli chodzi o zapach, był dosyć subtelny, acz przyjemny – nozdrza były łechtane przez kolendrę i pomarańczę, a więc zgodnie z oczekiwaniami. W smak na pierwszym planie również zagościła kolendra i pomarańcza. Obok nich pojawiły się również grejpfrut i lekkie nuty cytryny i pomelo. W tle wyczuwalne były akcenty przyprawowe. Całość była dosyć słodkawa o delikatnie wytrawnym finiszu. Całość była wodnista (spokojnie, wbrew pozorom to nic złego), o bardzo niskim wysyceniu.

Czego mi zabrakło? Przede wszystkim większego wysycenia i wytrawności. Mimo to Szofer to interesująca propozycja dla np… kierowców. Jest przede wszystkim pijalny, będzie dobrym napojem na nadchodzące ciepłe dni. A to chyba najważniejszy wyznacznik. Poza tym prezentuje ciekawe cechy i jestem spokojny, że znajdzie sobie wierne grono fanów. A tym samym miejsce na rynku.

Pozdrawiam,
Piotr Kołodziejczyk