Robotnicze 1910 [Holba]

Holba Robotnicze

Do piw ubranych w barwy klubów piłkarskich podchodzę z dystansem. Dotychczasową praktyką było wrzucanie herbów i barw klubowych na etykiety kiepskiej jakości „sikaczy” w nadziei, że kibice i tak te piwa wykupią. Po dziś dzień pamiętam piwo „Widzewiak”, które miałem nieprzyjemność spróbować kilka lat temu. Ale wygląda na to, że i to oblicze świata piwnego zaczyna się zmieniać. Widzew poszedł po rozum do głowy – podpisał umowę z czeskim browarem Holba. I tak oto do sklepów trafił więcej niż przyzwoity czeski pils.

Piwo można odnaleźć na półkach coraz większej ilości punktów w Łodzi i okolicy. I jak podają zarówno hurtownie, jak i sklepy – Robotnicze 1910 schodzi na pniu. Prezentowany egzemplarz trafiłem zupełnie przypadkiem w osiedlowym sklepie monopolowym „Kaktus”, do którego zajrzałem tylko po to by kupić… lody dla synów (niehandlowa niedziela). Zapłaciłem 4,50 zł. Pomysł na etykietę należał do tzw. oczywistych oczywistości. A teraz do sedna, czyli do piwa.

Jest ono klarowne, o złocistej barwie. Tworząca się na jego powierzchni biała piana jest wysoka i gęsta. Z czasem wolno opada do puszystego kożucha. Jeżeli chodzi o zapach, jest on dosyć dobrze wyważony pomiędzy słodem a chmielami o cechach ziołowych, z lekką przewagą słodu. Smak, podobnie jak w przypadku zapachu, jest dobrze zbalansowany między słodem a chmielami. Niestety wkrada się odrobina metaliczności. Przy czym jestem na nią mocno wyczulony, więc nie każdy ją zauważy i nie każdemu będzie przeszkadzać. Całość jest lekko wodnista i mocno gazowana. Holba zrobiła to, co Czesi robić potrafią doskonale – uwarzyli pijalne i orzeźwiające piwo. Z punktu widzenia sprzedaży, mądrym posunięciem było zaledwie delikatne zaakcentowanie goryczki. Dzięki temu piwo ma szanse trafić w gust szerszego grona odbiorców. Z mojego punktu widzenia to oczywiście nieco gorsza wiadomość.

Jeżeli trend się utrzyma i Robotnicze 1910 dalej będzie się tak dobrze sprzedawać, jest nadzieja, że otworzy oczy i podniebienia większej części ludzi i zaczną oni próbować również innych marek i stylów. A mnie zastanawia, czy jest szansa na uwarzenie piwa „klubowego” w ramach współpracy z którymś z polskich browarów rzemieślniczych.

Pozdrawiam,
Piotrek

Wormhole [Szpunt/Olimp]

Szpunt Olimp Wormhole

Stare porzekadła mówią o słodkim smaku zwycięstwa i goryczy porażki. Testując różne piwa, miałem okazję poznać 50 twarzy Goryczki. Czasem delikatnie drażniła podniebienie, czasami zdecydowanie uderzała w kubki smakowe. Ostatnio trafiłem na taką, która wybatożyła mi całe gardło. Doznanie tak brutalne, że miałem ochotę prosić o… więcej.

Jak widać na załączonym obrazku – chodziło o Wormhole, czyli Imperialny IPA powstały dzięki kooperacji Browarów Szpunt i Olimp. Przyznaję, że zostałem przeciągnięty przez ten tunel czasoprzestrzenny w pięknym stylu. Początek co prawda sprawiał, że miałem ochotę wyskoczyć z tej podróży i odpuścić sobie dalszą część wycieczki. Wytrwałość się opłaciła, bo odkryłem piękne i ciekawe rejony chmielowych alfa-kwasów. A droga do nich wyglądała tak… Czytaj dalej Wormhole [Szpunt/Olimp]

Malinowe [Wąsosz]

Wąsosz Malinowe

Piwo owocowe powinno być lekkie i gaszące pragnienie. Powinno być pijalne i sprawiać przyjemność. Powinno być remedium na upalne dni, które towarzyszą nam tego lata. Czasem więc po nie sięgam. I zazwyczaj zastanawiam się co poszło nie tak.

Tak też niestety było w przypadku Malinowe autorstwa Browaru Wąsosz. Jest niewiele owoców, które zgrywają się z lagerami równie dobrze jak maliny. Niech potwierdzeniem tej tezy będą chociażby syropy, które można dolewać do piwa w większości pubów w Polsce. Ciężko więc o bezpieczniejszy wybór jeżeli chodzi o dodatek. Tym słabiej to wygląda, gdy efekt końcowy nie spełnia oczekiwań. Czytaj dalej Malinowe [Wąsosz]

Pina Chocolada [Hopito]

Hopito Pina Chocolada

Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Zapewne takie słowa padły z ust @mister_hades_ po wygraniu mini-konkursu na moim profilu na Instagramie. Jako nagrodę mógł zdobyć rękę księżniczki, pół królestwa i wybranie piwa do mojej klockowej interpretacji. Córki nie mam, królem nie jestem, więc pozostała tylko bramka nr 3. Wyzwaniem, którego miałem się podjąć, było dowolne piwo z Browaru Hopito. Piwoteka, czyli najlepsze w Łodzi źródełko piw kraftowych, miała akurat jedno na stanie. Oto efekty naszego zbliżenia (z piwem, nie ze zwycięzcą).

Jedynym tytułem z portfolio wskazanego browaru na półkach Piwoteki była Pina Chocolada, którą kupiłem za 10,40 zł. Etykieta na szczęście dawała mi pole do działania – było na niej sporo elementów, które mogłem wykorzystać. Napisy informowały, że w środku butelki powinna być to IPA z laktozą i dodatkiem ananasa i kakao. Przyznaję, że jest to odważne i ciekawe zestawienie, z którym dotąd nie miałem do czynienia. Tym chętniej zabrałem się do sprawdzenia zawartości. Czytaj dalej Pina Chocolada [Hopito]

Triple Blond [Cornelius]

Cornelius Triple Blond

Nie wiem kto z Was śledzi moje poczynania również na Instagramie. Korzystając z jego dobrodziejstw, postanowiłem zorganizować konkurs. Zasady są proste – wstawiam swoją klockowatą wizję etykiety lub nazwy piwa w formie relacji, obserwujący odgadują. Komu uda się ta sztuka, w ramach nagrody może wskazać mi piwo, które chciałby zobaczyć w mojej interpretacji. Ja ze swojej strony postaram się podołać wyzwaniu.

Pierwsze podejście, mimo kilku zgłoszeń, pozostało bez rozstrzygnięcia. W drugim prawidłowa odpowiedź padła dosyć szybko – piwo zostało odgadnięte przez użytkownika mister_hades_.  W ramach wyzwania dostałem dowolne piwo z Browaru Hopito. Cieszy mnie to niezmiernie. Co prawda ich etykiety stanowią dla mnie niezłe wyzwanie, ale za to nie miałem jeszcze okazji spróbować czegoś z ich oferty.  Okazja jest wyśmienita. Jak tylko wypatrzę na półkach moich łódzkich „dealerów”, zakupię i opracuję. Czytaj dalej Triple Blond [Cornelius]